POSIEDZENIE RADY GMINY 13.12.2007
13 grudnia, czwartek, godz. 15:40 - w sali USC w Obornikach podczas obrad Rady Gminy rozpoczęła się dyskusja nad przyszłością obiektu przy Parkowej 16.
Wybrałem się na posiedzenie rady, ponieważ od dłuższego czasu przyglądam się dialogowi naszych władz z szefem teatru "Pieśń Kozła". To, że światowej sławy zespół teatralny chciałby w naszym mieście stworzyć własne warsztaty, jest dla nas nadzieją na lepsze. Oborniki mają szansę stać się kulturalnym satelitą Wrocławia. Przyjazny klimat dla artystów, plenery, koncerty - to powinna być wizytówka naszego miasta, na tym powinna opierać się strategia rozwoju turystyki. Wręcz idealne jest połączenie walorów przyrodniczych z atrakcjami kulturalnymi.
Jednak życie jest sztuką wyboru i nasi Radni muszą teraz zdecydować, czy piękny zabytkowy obiekt będzie prywatnym hotelem, czy społeczną placówką kulturalną. Czy warto mieć w mieście hotel trzygwiazdkowy dla pracowników firm, które w tym hotelu będą szkolone, czy warto mieć w mieście warsztaty teatralne dla gości z całego świata?
Sprawa nie jest prosta. Kogo wybrać? Kto lepiej wyremontuje obiekt? Kto bardziej rozreklamuje miasto? Komu zaufać? Pytań jest wiele i miałem nadzieję, że przysłucham się mądrej dyskusji mądrych ludzi.
Ale to co zobaczyłem i usłyszałem wprawiło mnie w zakłopotanie.
Po pierwsze w dyskusję nad przyszłością budynku zostali wciągnięci jego mieszkańcy - trzy bogu ducha winne rodziny. Pomimo częstych - co pięc minut powtarzanych przez jednego z radnych deklaracji, że to właśnie mieszkańcy są najważniejsi - dowiedzieli się oni, że mogą sobie kupić inne mieszkania lub starać się wykupić własne z przeznaczeniem na działalność hotelarsko-turystyczną (bo taką funkcję budynku przewiduje plan zagospodarowania przestrzennego). To, że każdy może sobie mieszkanie kupić wiemy bez pomocy radnych, ale wiemy też, że nie każdego na to stać.
Po drugie niektórzy z naszych radnych o teatrze Pieśń Kozła po prostu nic nie wie. Wydaje mi się, że warto przed dyskusją wiedzieć o czym się będzie dyskutować. Można wtedy zabrać głos w sprawie i nawet przedstawić jakiś własny pomysł. A tak - bez wiedzy o temacie można tylko czepiać się szczegółów, grać na zwłokę, wymyślać tzw. tematy zastępcze. I tak było w środę. Zainteresowane strony (teatr i hotelarz) i tzw. ludzie postronni mimowolnie zostali posiadaczami rozległej wiedzy o tzw. materii mieszkaniowej, o burdelu w finansach gminy (podane były co najmniej trzy wersje wysokości rzekomego zadłużenia teatru wobec gminy), o tym, że lokal zamienny jest bez łazienki, albo ile miałby kosztować pokój w hotelu trzygwiazdkowym.
Przyszło mi się wstydzić przed szefem teatru, który wyraził dyskomfort zaistniałą sytuacją i dał wszystkim do zrozumienia, że oczekiwał większego uznania dla swojego projektu, a czuje się katalizatorem złych emocji.
Wstyd było mi przed inwestorem, który w swoim mieście chciałby wybudować hotel i musi o swój pomysł walczyć i tak długo czekać na podjęcie decyzji.
Wstydził się też zapewne Pan Burmistrz, który podjął jakiś czas temu rozmowy z teatrem i przekonany był, że robi kawał dobrej dla miasta roboty.
Ale najbardziej to było mi wstyd kiedy tak istotna dyskusja przerodziła się w kampanię przedwyborczą i stała się okazją do partyjnych popisów przyszłych potencjalnych kandydatów na urząd burmistrza.
Tych ci u nas nie brakuje. Gorzej z kandydatami na rzetelnych radnych.